Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2010

Mechanik ma nosa

Mechanik znalazł w BMW ludzki nos. Właścicielka zataiła wypadek
tan, PAP



Stołeczni policjanci zatrzymali 29-latkę, podejrzewaną o śmiertelne potrącenie młodego mężczyzny. Kobieta uciekła z miejsca wypadku. Sprawa wyszła na jaw, gdy mechanik naprawiający jej auto znalazł fragment ludzkiego nosa.

 - Sprawa wyszła na jaw, gdy młoda kobieta zostawiła swoje BMW w jednym z zakładów mechanicznych w Otwocku. Podczas naprawy mechanik znalazł w podwoziu auta szczątki ludzkie (jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy, był to fragment nosa) i natychmiast powiadomił policję - zaznaczyła Tietz.

Funkcjonariusze dotarli do właścicielki samochodu. Ta przyznała, że jadąc autem 8 marca "w coś" uderzyła. Jak wyjaśniała, sądziła jednak, że było to "leśne zwierzę".
- Sprawdziliśmy - czy na trasie, o której mówiła, doszło do jakiegoś wypadku. Okazało się, że śmiertelnie potrącony został pieszy - 28-letni mężczyzna, a kierowca uciekł - dodał Tietz.

3 września 2009

Buju buju



29 lipca 2009

Samych miękkich lądowań życzymy samobójcom.


40-letni Szwajcar w spektakularny sposób próbował w nocy z wtorku na środę odebrać sobie życie. Mężczyzna oblał się substancją łatwopalną, podpalił, a następnie skoczył z tarasu widokowego w centrum Bazylei - napisał szwajcarski dziennik "Blick".

Skok nie był jednak śmiertelny, gdyż mężczyzna spadł na rozstawiony namiot, należący do baru "Chill am Rhy". Płachta służąca jako dach lokalu na świeżym powietrzu znacznie zamortyzowała upadek.

13 lipca 2009

14-latek wciągnięty do odpływu wody na basenie



14-letni Brytyjczyk zginął w wypadku na basenie w jednym z kurortów w Tajlandii. Chłopiec został wciągnięty przez pompę do odpływu. Nie udało się go uratować.

Do wypadku doszło w miejscowości Pattaya w Tajlandii, gdzie chłopiec wraz z rodziną spędzał wakacje.

Jak podaje BBC, 14-letni Nathan Clark zanurkował po gogle, które wpadły do odpływu. Najprawdopodobniej chłopiec podniósł kratkę osłaniającą otwór. Wtedy pompa wessała go do środka. Gdy tylko rodzice zauważyli, że chłopiec nie wypłynął, zaalarmowali ochronę. Ojciec 14-latka wskoczył do wody w poszukiwaniu syna. Dziecka nie było. Jak relacjonują rodzice, ochroniarze bagatelizowali ich apele. Nie wierzyli, że chłopiec mógł zostać wciągnięty do odpływu.

Ciało 14-latka znaleziono po mniej więcej 30 minutach w jednym z pomieszczeń, do których odpływała woda.

1 lipca 2009

Wielka szybka przygoda łódzka


Napaść na kierowcę na skrzyżowaniu, szaleńcza jazda z Łodzi do Konstantynowa, a później bieg po osiedlu w stroju Adama - ta historia zdarzyła się naprawdę. Jej bohater to 26-letni łodzianin pod wpływem narkotyków

Zaczęło się na ulicy Legionów, na skrzyżowaniu z Zieloną i Kasprzaka. Na zmianę świateł czekał tam m.in. kierowca w mitsubishi pajero. To auto upatrzył sobie 26-latek. - Wsiadł do środka i zażądał, aby kierowca jechał na działkę w Kwiatkowicach. Zagroził, że jeśli jego życzenie nie zostanie spełnione, pobije właściciela mitsubishi - informuje podinspektor Joanna Kącka z komendy wojewódzkiej policji w Łodzi. - W końcu użył wobec niego siły.

Mitsubishi ruszyło w stronę Konstantynowa Łódzkiego. Kierowca wspomina, że pasażer był pobudzony, jakby znajdował się pod wpływem środków odurzających. Groźbami zmuszał go do szybkiej jazdy i łamania przepisów drogowych. Gdy dojechali do Konstantynowa Łódzkiego, zażyczył sobie, aby kierowca skręcił w boczną uliczkę. Gdy auto przejechało kilkaset metrów, zmusił kierowcę żeby wysiadł. Sam zasiadł za kierownicą i ruszył z powrotem w stronę Łodzi - na Retkinię. Kierowca zaalarmował policjantów. W tym czasie uciekinier stracił panowanie nad samochodem i zjechał do rowu. Zostawił więc auto i zaczął biec. Nago, bo biegnąc pozbył się ubrania.

Rozebranego i zakrwawionego mężczyznę znalazł na ul. Popiełuszki (Retkinia) patrol policji. Kącka:- Gdy funkcjonariusze próbowali zatrzymać 26-latka, zrobił się bardzo agresywny. Atakował ich, obrzucał wyzwiskami, pluł, straszył, że ich pozaraża, bo jest nosicielem HIV.

W końcu udało się go zakuć w kajdanki. Ponieważ interweniujący policjanci mieli kontakt z jego krwią i śliną, podano im specjalistyczne leki, a mężczyźnie pobrano krew do badań. Zatrzymany był pod wpływem narkotyków. Zostanie mu przedstawiony zarzut kradzieży samochodu przy użyciu przemocy i gróźb. W więzieniu może spędzić do dziesięciu lat.


2 czerwca 2009

Szukam gabinetu 554A, skrzydło F w budynku C1



Do dyżurnego płockiej policji zadzwoniła pasażerka autobusu miejskiego zadziwiona widokiem jednego z pasażerów. Jak opisywała, linią 22 jedzie "marnie wyglądający mężczyzna, w samej piżamie, z wenflonem wkłutym w rękę i z kroplówką". W pogoń za autobusem ruszył radiowóz. Gdy dopadł pojazd z dziwnym pasażerem policję zaalarmował szpital. Jak się okazało, zniknął im pacjent.

Policjanci przekazali uciekiniera załodze karetki pogotowia. Nie wiadomo, dlaczego wyrwał się na wolność.

18 maja 2009

Oddał ucho prostytutce


Vincent van Gogh nie obciął sobie ucha, a stracił je w pojedynku z innym słynnym malarzem Paulem Gauguinem - dowodzą autorzy najnowszej publikacji na ten temat, opartej na policyjnym raporcie.

Dwoje niemieckich historyków sztuki Hans Kaufmann i Rita Wildegans 10 lat zbierali materiały, które posłużyły im do napisania książki, która ukazała się pod tytułem "Ucho van Gogha: Paul Gauguin i Pakt Milczenia".

Według badaczy przed burdelem doszło do starcia dwóch słynnych malarzy, w wyniku którego wyśmienity szermierz Gauguin obciął van Goghowi ucho, które - jak donosi w swojej książce para Niemców - pijany van Gogh wręczył prostytutce. Później obaj ustalili, że policji opowiedzą że był to akt samookaleczenia.

W 1888 r. holenderski malarz przeniósł się z Paryża do Arles w Prowansji. Chcąc stworzyć tam wspólnotę artystów, wynajął "Żółty dom" i ściągnął do niego swego przyjaciela Paula Gauguina. Artyści nie mogli się jednak porozumieć. Po kolejnej sprzeczce, autor "Słoneczników" zagroził przyjacielowi brzytwą, po czym obciął sobie fragment małżowiny.

Taka wersja wydarzeń, rozpowszechniona w biografiach Van Gogha, została zmyślona przez samego malarza - twierdzą Hans Kaufmann i Rita Wildegans.

Według niemieckich wykładowców sztuki przyjmowana do tej pory wersja opiera się na sprzecznych i mało prawdopodobnych dowodach, i nie jest podparta żadnym zeznaniem bezpośredniego świadka.

13 maja 2009

Złota nowozelandzka jesień



Pięć trąb wodnych przez 10 minut z zapartym tchem obserwowali mieszkańcy wybrzeży Zatoki Obfitości w Nowej Zelandii.

Jedno z tornad weszło na ląd i
poczyniło spore spustoszenia w kilku nadmorskich miejscowościach. Uszkodzeniu uległy dachy na domach i sklepach. Na jednej z ulic słup wirującego powietrza porwał i przeniósł krzesła i parasole z ogródka przy sklepie.

Podczas solidnej
burzy na ulice gęsto padał grad, który sprawił, że samochody ślizgały się i powodowały kolizje. W niektórych miejscach warstwa gradu miała aż 10 centymetrów grubości. Opady deszczu były tak intensywne, że studzienki nie nadążały z odprowadzaniem wody. W jednym z centrów handlowych studzienki wybiły powodując podtopienia, przez co ponad 2 tysiące ludzi zmuszonych zostało do ewakuacji.

Strażacy przez wiele godzin wypompowywali wodę z zatopionych domów i sklepów.
Nowozelandzkie media informują również o wielu zwierzętach hodowlanych, które padły na jednej z farm na skutek porażenia piorunem.

W Nowej Zelandii trwa zaawansowana jesień, ale mimo to temperatury w dalszym ciągu utrzymują się na wysokim poziomie. To właśnie zderzenie się dwóch skrajnych mas powietrza, ciepłego z północy i chłodnego z południa, spowodowało powstanie chmur burzowych niosących tornada, burze i grad.

17 kwietnia 2009

Lodoskoczek


Emanuel Sandhu of Canada makes a successful jump during his skating in the men's short program in the World Figure Skating Championships in Tokyo Wednesday, March 21, 2007. Sandhu was placed 10th in the men's short program.

20-letni mężczyzna niespodziewanie wyskoczył z wyczarterowanego samolotu lecącego z miasta Yellowknife nad Wielkim Jeziorem Niewolniczym w kanadyjskiej prowincji Terytoria Północno-Zachodnie do oddalonej o 850 kilometrów na północ osady Cambridge Bay w Arktyce. Jak informują kanadyjskie media, mężczyzna w pewnej chwili stracił panowanie nad sobą i próbował otworzyć drzwi. Mimo próby powstrzymania go, mężczyzna skoczył z wysokości 7 kilometrów, około 180 kilometrów od Cambridge Bay.

Z powodu śnieżycy nie można było wszcząć poszukiwań ciała. Kanadyjscy ratownicy sądzą, że najprawdopodobniej nie uda się go znaleźć, ponieważ spadając z tak dużej wysokości ciało wbiło się w zaspy śnieżne i dodatkowo zostało przysypane świeżym puchem. Arktyka może wydać ciało dopiero za kilka tygodni, kiedy nadejdzie odwilż i śnieg się roztopi.

Samobójca był praktykantem mechanika w małej osadzie Cambridge Bay położonej na południowym wybrzeżu Wyspy Wiktorii, nad malowniczą Zatoką Królowej Maud. Prawie 300 kilometrów na północ od koła polarnego warunki pogodowe przez większą część roku pozostają skrajne. Nieco ponad tysiąc mieszkańców trudni się łowiectwem i rybołówstwem. Wraz z rdzenną ludnością inuicką mieszkają tam także naukowcy oraz pracownicy szybów naftowych i kopalni z całego świata. Nie wszyscy są w stanie przetrwać rozłąkę z rodziną, w dodatku podczas długich nocy polarnych, zawiei i zamieci śnieżnych przy temperaturze spadającej nawet do minus 45 stopni.

Jak wynika z ostatnich badań naukowych w ostatnich latach postępująca eksploracja obszarów polarnych sprawia, że w skrajne warunki trafiają osoby zupełnie na to nieprzygotowane psychicznie. Dlatego też wzrasta systematycznie liczba samobójstw.

3 kwietnia 2009

Oberwałem atomówką, ale już mi lepiej



93-letni Japończyk jako pierwszy dostał oficjalne potwierdzenie, że przeżył wybuchy obu amerykańskich bomb atomowych zrzuconych pod koniec II wojny światowej na jego kraj w Hiroszimie i Nagasaki - poinformowały władze Nagasaki.

Tsutomu Yamaguchi już wcześniej otrzymał zaświadczenie, że jest "hibakusha", czyli ofiarą wybuchu bomby atomowej z Nagasaki z 9 sierpnia 1945 r. Obecnie potwierdzono, że przeżył także atak na Hiroszimę trzy dni wcześniej.

6 sierpnia 1945 roku Yamaguchi był w delegacji służbowej w Hiroszimie. W wyniku wybuchu bomby atomowej doznał poważnych poparzeń i musiał spędzić noc w mieście. Do swojego domu w Nagasaki wrócił tuż przed drugim amerykańskim atakiem...

2 kwietnia 2009

Damian Pirat



8 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów - tak w czwartek ukarał toruński sąd 32-letniego Damiana D., który jadąc po alkoholu i narkotykach potrącił pieszego, zatrzymał się, zdjął rannego go z maski i odjechał.

Damian D. spowodował wypadek w lipcu 2006. Miał wtedy ok. 2,2 promila alkoholu w organizmie, badania wykazały, że zażywał też amfetaminę. Jadąc oplem przez podtoruńskie Silno najechał na stojącego na poboczu 23-letniego Damiana Balewskiego. Uderzenie było na tyle mocne, że pieszy wpadł przez przednią szybę do samochodu.

Jak ustalił sąd, Damian D. zatrzymał wóz, chwycił rannego za nogi i wyciągnął go z auta, przeniósł do rowu i uciekł. Balewski przeżył tylko dzięki szybkiej pomocy pasażerów auta, którzy akurat jechali tą samą drogą (oni też pomogli ująć sprawcę). Do końca życia będzie jednak niepełnosprawny - w wypadku doznał skomplikowanych złamań obu nóg, biodra, ciężkiego urazu prawego ramienia. Sąd nakazał Damianowi D. zapłacić mu 50 tys. zł.

1 kwietnia 2009

Najszybszy stołek świata



Sąd za jazdę po pijanemu na barowym stołku

Pewien mężczyzna ze stanu Ohio został oskarżony o jazdę po pijanemu na barowym stołku przymocowanym do podstawy kosiarki.

Policjanci z Newark, na wschód od Columbus, przecierali oczy ze zdumienia, kiedy 4 marca odebrali zgłoszenie o wypadku spowodowanym przez mężczyznę, który jechał na barowym stołku zasilanym silnikiem od kosiarki.

29-letni śmiałek Kile Wygle trafił do szpitala z niewielkimi obrażeniami. Oskarżono go o prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Wygle powiedział policjantom, że wypił 15 piw. "Stołek" mógł osiągnąć do 60 km/godz.

31 marca 2009

Trafiona meteorytem

76-letnia Pauline Aguss jest najprawdopodobniej pierwszą Brytyjką, którą trafił meteoryt. Jej historię opisuje w środę dziennik "Sun".

Pani Aguss z Lowestoft we wschodniej Anglii zabierała się właśnie za rozwieszanie prania w ogródku, kiedy poczuła ostry ból w ramieniu. Została zraniona, ale nie miała pojęcia, co się stało. W końcu jej mąż Jack znalazł wyjaśnienie. W miejscu, w którym Pauline zaczynała rozwieszać bieliznę, na ziemi leżał zakrwawiony, ciężki "kamyk" wielkości orzecha włoskiego.

Astronom Neil Bone, który obejrzał to znalezisko, uznał, że najprawdopodobniej jest to meteoryt.

"Sun" pisze, że meteoryt pochodzi prawdopodobnie z pasa asteroid między Jowiszem a Marsem. Ziemia jest regularnie "bombardowana" przez meteoryty, ale Wielka Brytania nie zna przypadku trafienia człowieka przez taki kawałek pozaziemskiej materii.

Pauline Aguss uważa, że miała wiele szczęścia, ponieważ meteoryt trafił ją w ramię, a nie w głowę, co mogłoby się zakończyć fatalnie.